Z pewnością nikt nie
pamięta delikatnego prószenia śniegu, które miało miejsce dwadzieścia lat temu
w lodowaty, grudniowy poranek, cztery dni po Wigilii. Nie pamięta tego też
Jane, która wówczas to przyszła na świat, jako grube i ubrudzone krwią dziecko,
próbujące ogłuszyć przynajmniej część szpitalnego personelu. Krzyki Jane nie
trwały jednak długo, bo po przepłakanym roku w końcu uspokoiła się i zamilkła
aż do czwartego roku życia. Podejrzewano autyzm z powodu spowolnionego rozwoju
dziewczynki, jednak ta potrzebowała po prostu trochę więcej czasu, by zacząć
kłapać buzią i składać bardziej spójne zdania, niż : chcieć jeść, mamo toaleta,
kot boli. Mimo złego startu... Nie, Jane wcale nie wypłynęła będąc
najmądrzejszym dzieciakiem w przedszkolu. Stanowczo wolała być bystra i
inteligentna, niż mądra. Szybko nauczyła się czytać i liczyć, jednak guzik ją
obchodziło to, jaką sukienkę ma nowa Barbie, bądź czy Ken jest przystojny. Może
dlatego od najmłodszych lat była wyrzutkiem?
Po co się starać? Po co ulegać? Po co należeć
do grupy ludzi, z których się kpi? Wyobrażasz sobie ośmioletnią dziewczynkę,
chudą jak szczypiorek w poprzecieranych trampkach, zmechaconych rajstopkach i
uroczej sukience, która z kpiną w oczach patrzy na chichrające koleżanki? Ciężko
to sobie wyobrazić, jednak, kiedy zamiast kpiny podłożymy złość, widok jest
dużo łatwiejszy do ujrzenia. Codzienne
osiem godzin męki w budynku znienawidzonej szkoły, będąc ubranym w
znienawidzony mundurek, mając lekcje ze znienawidzonymi nauczycielami, zaś
później spędzanie czasu ze znienawidzonymi znajomymi. W okresie buntu Jane
nienawidziła prawie wszystkiego, siebie również. Uwielbiała swoją matkę, za to,
że ona nie potrafiła nienawidzić. Wieczne dziecko, hipiska, kochane stworzenie,
którym trzeba było się opiekować. Tak, kiedy mała Jane miała czternaście lat
role się odwróciły. Mama zachorowała, gasnąc w oczach przez następne trzy lata.
Panienka Parker, może
wydawać się bezbarwna. Zwykła, nudna... W końcu nie jest uroczą, delikatną
dziewczynką, która od dziecka gra na pianinie, śpiewa, tańczy i wie wszystko na
każdy temat. Jane śpiewa pod prysznicem, chwaląc się jedynie białym kafelkom
swym przyjemnie drażniącym ucho altem. Tańczy ze znajomymi, lub przed lustrem
będąc ubraną w stanik i dżinsy, udając arabską księżniczkę tuż przed pójściem
pod prysznic. Lubi słuchać fortepianu, jednak to na gitarze czasami
pobrzdąka... Nie w łazience, a w swoim pokoju, o dziwo. Parker lubi łazienkę.
Może dlatego, że nie ma w niej okien i nikt nie może jej podejrzeć? Albo
dlatego, że jest tam lustro, a ona wręcz uwielbia spędzać ze sobą czas?
Podsumowując:
Jane Helena Parker, urodzona 28 grudnia dwadzieścia trzy lat
temu, zamieszkała przy jednej z bocznych uliczek miasta. Studentka konserwacji
i restauracji dzieł sztuki.
Biseksualna. Uwielbiająca ludzkie wady w wyglądzie. Duży
nos, piegi, pieprzyki, myszki i kilka kilogramów za dużo, lub za mało. Jej
zdaniem piękno jest wszędzie w każdym, jednak na jej wyobraźnię szczególnie
mocno wpływają pieprzyki i spierzchnięte wargi.
Mieszka w niedużej kawalerce w centrum.
